ZMARŁ MICHAŁ GAJDA

0
1038

Z przykrością informujemy, że dziś tj. 15 stycznia zmarł Michał Witold Gajda.

Michał Witold Gajda (1959-2017) był nauczycielem historii w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących. Jego życiową pasją była poezja i pisanie wierszy. Laureat wielu nagród literackich.

Rodzinie zmarłego składamy kondolencje…

 

Oto kilka wierszy ś.p. Michała Gajdy:

 

Zgon jesieni na przedmieściach

 

pomarły stare królowe przedmieścia

zżarte przez syfa lub marskość wątroby

spis imion kurew na spróchniałych deskach

płotów szemrany panteon ozdobił

 

wśród lichych szyldów nieczynnych warsztatów

w cienistym chłodzie Alhambry pni nagich

drzew późny wieczór właśnie tworzyć zaczął

nowe rozdziały niepisanej sagi

 

bo w suterenie zabawa dziś ostra

kto swój ten sygnał sekretny odebrał

czasem przemknęła chyłkiem jakaś postać

jak cios zadany cichaczem pod żebra

 

nikt nie chciał wiedzieć że zimny listopad

ostrza wichury wecował na kole

księżyca który spoglądał z wysoka

i wieścił miastu że może zaboleć.

 

wódka zabiła wszystkich gdzieś nad ranem

dzień się zaczynał alkohol się skończył

ulice spały gęsto zasypane

błyszczącą ściółką liści listów gończych

 

 

Na bezrybiu

 

zachód wart chwili poskładanej z resztek

ciepłej wilgoci migającej łuską

jeziora jednak potrzebny był refleks

by krótki moment na rzęsie nie umknął

 

spławik uciekał przed własnym odbiciem

kręcił się w kółko i pisał pośpiesznie

zdziwione zera więc jakiś być musiał

haczyk ukryty pod gładką powierzchnią

 

stanął okoniem i przelotnie błysnął

moment triumfu lecz nie dał się złapać

na stary numer teraz znowu wszystko

trzeba powtórzyć i zalać robaka

 

 

Jarzębibka

 

upolował mnie dzisiaj wytrawny myśliwy

pewnie to ciepły wrzesień albo swojska Diana

z wesołą twarzą trzpiotki gwizdnęła na palcach

bym się wreszcie zatrzymał na wieczorne leże

 

bywają takie chwile gdy po dniu szczęśliwym

godziny lekko płyną a każda pijana

tańczy w świetle żarówki beztroskiego walca

w rytmie bicia zegara i serca uderzeń

 

nadchodzą wszystkie barwy odległej krainy

pełnej krasnych owoców po niedawnym lecie

zanurzonych w bursztynie uwolnionym w trunek

który spijam ostrożnie by nic nie uronić

 

podryfuję swobodnie lecz nie zasnę przy nim

kiedy dzieją się czary prawdziwe bo przecież

bogini jarzębiny zawsze celnie umie

wymierzyć w środek duszy więc jestem trafiony

 

Głupawka

 

jeżeli teraz jej nie spłoszę

zagra na nitce po urwanym

guziku lub na kocim włosie

albo na bańce wodnej piany

 

jestem we władzy tej szantrapy

i nie wiem jak mi długo każe

z niemądrą miną tak się gapić

na brudną ścianę jak w obrazek

 

niech sobie lata bo nie wadzi

rozhultajona humoreska

na ptasich skrzydłach czy owadzich

kiedy nie może fruwać przestać

 

to nawet miłe więc nie walczę

rozchichotany całkiem szczerze

oddam się próżnej podfruwajce

może ze sobą mnie zabierze