#ZAADOPTUJ PSA ZE SCHRONISKA #1 LUCYNA

0
68

Miło nam poinformować, że nawiązaliśmy współpracę ze stowarzyszeniem Psi-jaciel. Dzięki temu, co tydzień na naszym portalu będzie można przeczytać i zobaczyć jednego psa z wrzesińskiego schroniska, którego można zaadoptować. Jako pierwszą będzie zaprezentowana Lucyna – dziewczyna do tańca i do różańca.


„Swojska kobitka, z nią człek by mógł konie kraść!” Tak mówimy o kimś kogo bardzo lubimy, kto jest niezawodnym przyjacielem, doskonałym kompanem w każdej sytuacji i godnym zaufania towarzyszem. W obecności kogoś takiego wypoczywamy, śmiejemy się do rozpuku, pożądamy go
w swoim otoczeniu zawsze, szczególnie, gdy dopada nas gorszy czas. Ktoś taki jest jak lek na każdą bolączkę, jak tabliczka czekolady, ciastko z kremem na depresję.


Taka jest właśnie Lucynka. Dojrzała, bo prawdopodobnie ok. 7-letnia sunieczka, ale z duszą i energią nastolatki. Oszroniały pyszczek, a w oczkach pozytywne chochliki. Grubiutka dupka na cienkich nóżkach, a tańczy z radości jak baletnica z Teatru Balszoj. Ma teraz kiepskie warunki
mieszkaniowe, szare betonowe, brudne ściany i podłoga kojca, a mimo to nigdy nie narzeka. W tym, być może ok. 15-kilogramowym, korpulentnym ciałku, zawiera się cała radość, optymizm i dobroć świata. Gdy tylko na horyzoncie pojawi się człowiek i narodzi się nadzieja na wspólny z
nim spacer lub przytulasy, Lucyna zaczyna swój taniec, przeistacza się w prawdziwą gwiazdę. Jest wtedy jak Gilda Gray na Broadwayu, czy Marilyn Monroe w Hollywood.


Jak to więc możliwe, że jej scena nadal nie jest hollywoodzka? No cóż, szybkie castingi najczęściej wygrywa się ciałem, nie duszą czy talentem, a Lucynka nie powala urodą. A czymże jest uroda, przez wielu postrzegana jako jedna z najwyższych wartości? Wszak to cecha niezwykle ulotna,
powierzchowna, niestała. Tymczasem dusza to nie brwi, jak jej nie masz, to nie narysujesz; a charakter, czy dobroć, to nie rzęsy, nie dokleisz jeśli ich nie posiadasz.
Lucynka ma wszystko: duszę, cudowny charakter, dobroć, radość, po prostu jest piękna swoim wnętrzem. Żeby to dostrzec, nie możesz na nią spoglądać jak juror na kandydatkę do Top Model, lecz zechciej się dłużej przy Lucy zatrzymać, zabierz ją na spacer, zaproś do przytulasów i zabawy, po prostu popatrz na nią serduchem.


A spacer z Lucyną, to ogromna przyjemność. Nie musisz jej do tego zachęcać, czy ciągnąć za sobą jak worek ziemniaków. Nie grozi ci też nadwyrężenie stawów łokciowych czy też wybicie barku. Z Lucynką będziesz spacerował jak równy z równym, tempem jakie ty podyktujesz. Gwarantowany przy tym dobry nastrój, bo będziesz widział przed sobą krągły kuperek, którym „dziewczyna” śmiesznie kręci i raz po raz ogląda się za siebie spoglądając zalotnie na towarzysza. Nie sposób
zachować przy Lucy powagę. Najlepszą rekomendację dla niej wystawiliby najmłodsi wolontariusze, bo każdy z nich, jeśli kiedyś zabrał ją na spacer, będzie walczył o jej towarzystwo
podczas następnego wolontariatu.
Miłość do człowieka zatem gwarantowana i miejsce dla niego w serduszku Lucynki zarezerwowane. A co z innymi czworonogami? W znakomitej większości i na tym polu panuje wielka harmonia i zgoda, choć bywały pojedyncze „egzemplarze”, które nie przypadły do gustu „dziewczynie”. Sądzimy jednak, że te przypadki należy zaliczyć do incydentalnych. Nie znany jest nam natomiast stosunek Lucy do kociaków, choć mając w pamięci jej życie sprzed czasów schroniska, z całą pewnością miała z nimi do czynienia.
A jak żyła wcześniej? Ano miała swoją rodzinę i miejsce na ziemi. Mieszkała w domu, wśród ludzi, którzy nie specjalnie mieli dla suni czas. Wypuszczali więc rano i tak zwiedzała całą rodzinną i okoliczne wioski. Nawiązywała przy tym mnóstwo kontaktów i znajomości, niestety także bardzo
bliskich partnerskich. Ile razy Lucynka rodziła i ilu szczeniąt była mamusią, tego nie wiemy, ale zanim ostatecznie, na stałe trafiła do schroniska, gościła w bidulu wcześniej jeszcze kilka razy. Za każdym razem odbierana przez właścicieli, aż do czerwca 2018 roku, kiedy już nikt się po nią nie
zgłosił.


W schronisku została wysterylizowana i tak od niemalże dwóch lat, dzielnie walczy w kojcu o zainteresowanie każdego człowieka.
Wspieramy w tej walce Lucynę i mamy nadzieję, że pomożecie nam w tym, choćby udostępniając post. Na pewno gdzieś czeka na nią rodzina, która szuka pieska o pięknym wnętrzu, takiego który wniesie do ich domu radość i wieczny optymizm.
Lucynki nie wydamy do budy, na łańcuch, linkę czy też do kojca. Jej miejsce jest blisko człowieka, w którego jest wpatrzona jak w obraz.
Kontakt w sprawie adopcji: Magdalena (tel. 665 443 926), Ola (tel. 724 135 335)

Źródło, zdjęcia: Stowarzyszenie Psi-jaciel