#ZAADOPTUJ PSA ZE SCHRONISKA #2 MOLLY

0
47

Dzięki współpracy ze stowarzyszeniem Psi-Jaciel, co tydzień na naszym portalu będzie można przeczytać i zobaczyć jednego psa z wrzesińskiego schroniska, który czeka na adopcję. Dziś przedstawiamy Molly – skazaną na śmierć “za zabójstwo”.

Molly – skazana na śmierć “za zabójstwo” Ten szokujący tytuł z jednej strony ma PR-owe zadanie, ale z drugiej, w kilku słowach oddaje powód, dla którego Molly trafiła do schroniska.Tę cudowną sunię poznaliśmy dzięki czujności Agnieszki, jeszcze zanim zamieszkała w bidulu. Nasza koleżanka w drodze do domu, często mijała posesję, na której mieszkała.Głęboko poruszyły ją warunki, w jakich sunia żyła. Przypięta łańcuchem do czegoś, co miało być dla niej budą, ale po czym hulał wiatr w tę i z powrotem. Wybraliśmy się z wizytą do właścicieli Molly, by z nimi porozmawiać, uświadomić i wymóc poprawę warunków dla suni. Spotkanie i rozmowa z właścicielką Molly były miłe, nawet bardzo.

Powinniśmy więc odtrąbić sukces i tylko czekać na rezultaty. Niestety, fanfary milczą, bo świadomość właścicielki suni w zakresie opieki nad zwierzęciem, zatrzymała się na ubiegłym stuleciu i opór przekroczenia tej granicy był zbyt silny, by wskórać coś więcej. Postanowiliśmy więc wziąć sprawy w swoje ręce. Pani właścicielka dość przekonująco próbowała nas zapewnić,że na swój sposób kocha sunię, więc uznaliśmy, że trzeba obu pomóc. Zawieźliśmy dla Molly nową budę i właśnie rozkręcaliśmy zbiórkę na zakup kojca dla niej, by uwolnić ją z łańcucha, gdy otrzymaliśmy wiadomość, że właścicielka postanowiła poddać „swoją ukochaną” suczkę eutanazji. Powód? Molly zadusiła kilka kur. Za popełnienie takiej„zbrodni, bez dwóch zdań zasłużyła na karę śmierci.”Udało się nam uzyskać ułaskawienie dla Molly i karę śmierci zamienić na odsiadkę w schronisku. Mamy jedynie nadzieję, że nie dożywotnią, bo trudno byłoby się pogodzić z faktem, że niewinne, przecudowne stworzenie ponosi odpowiedzialność za czyjś kompletny brak wiedzy, świadomości i nieznajomość psich potrzeb.

Często zastanawiamy się jak dotrzeć do ludzi, do ich sumienia? Jak skutecznie uświadamiać? Dokąd pójść z kagankiem oświaty w zakresie szacunku dla życia nie tylko ludzkiego, ale także innych stworzeń? Jak wytłumaczyć, że pies jest przecież drapieżnikiem i instynkt łowiecki jest dlań czymś zupełnie naturalnym, a zachowań instynktownych nie da się psa oduczyć? Co więcej, próba wyeliminowania u psa naturalnych jego zachowań, może rodzić w nim frustracje, a co gorsza, bardzo nadwyrężyć relację pomiędzy nim a jego opiekunem.W przypadku Molly próbowano w niej stłamsić instynkt łowiecki przywiązując ją łańcuchem do budy, w efekcie czego uzyskano zupełnie odwrotny skutek. Suczka codziennie obserwowała, jak przed jej pysiem maszerują potencjalne ofiary, kandydatki do schwytania, jedzonko na kurzych łapkach. Łańcuch nie spowodował, że z dnia na dzień miała na kury mniejszą ochotę, ale wręcz potęgował chęć zapolowania na nie. Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, obudził się w Molly prawdziwy myśliwy.

Zamiast więc karać psiaki za takie zachowania, za gryzienie kapci, pogoń za ptakami itp.,postarajmy się po pierwsze zrozumieć skąd te zachowania się biorą, dlaczego pies tak robi,po drugie pomóżmy psu zaspokoić jego naturalne potrzeby, chociażby poprzez różne aktywności. Tylko w ten sposób, możemy wejść w psi świat i zbudować super relacje pomiędzy nim, a nami.Mamy nadzieję, że Molly oczaruje kogoś, kto będzie chciał ją zrozumieć i pokocha równie mocno, jak ona umie kochać. Bo poza tym, że w Molly bardzo głęboko zakorzeniony jest instynkt łowiecki, to równie mocno kocha człowieka, pomimo wszystko.

Nieco mniej kocha przedstawicieli swojego gatunku, ale nie wykluczone, że przy odpowiednim wprowadzeniu,cierpliwości i świadomości opiekuna, zaakceptowałaby także drugiego pieska. Wszak mieszka teraz w kojcu z kolegą Ramim i to raczej on tam rozdaje karty. Molcia miała trudne początki w schronisku. Zdezorientowana zmianą miejsca, otoczenia,nagle pozbawiona łańcucha, zamknięta w kojcu, wokół zamiast kur mnóstwo innych piesków i nowi ludzie. To wszystko bardzo ją przytłoczyło. Dodatkowo brak szczepień skutkował w schronisku zarażeniem wirusem parwowirozy. Na całe szczęście Molly była już dojrzałą, dobrze odżywioną, dużą sunią, co pomogło jej pokonać paskudztwo dzielnie i dość szybko.Nigdy jednak, w najtrudniejszych nawet dla niej momentach, Molly nie wykazała agresji w stosunku do człowieka.

Owszem, na początku nie była zbyt ufna i trzeba było sobie na jej zaufanie zapracować, zasłużyć, ale dość szybko pozwoliła zbliżyć się do siebie. A dziś uroczo wita każdego w schronisku wyciągając przez kraty kojca łapkę i zabawnie prosząc nią o podanie dłoni, zwyczajne przywitanie się z nią. Nikt tego nie odważy się zignorować,chyba, że ktoś, kto zamiast serca ma głaz. Molcia ma przy tym tak przeszywające spojrzenie, że obojętne przejście obok jej boksu nie wchodzi w grę, absolutnie.Mimo że przez 4 lata żyła na łańcuchu i później w trakcie 3-letniego pobytu w schronisku nie miała codziennych spacerów, to Molly dość dobrze opanowała sztukę chodzenia na smyczy.

Oczywiście do marszu przy nodze towarzysza jeszcze daleko i przy wymijaniu ziomali nie może opanować swoich emocji, ale spacer z tą uroczą „dziewczyną” nie jest udręką i może być nawet przyjemnością.Nadal sunia jest jednak ostrożna w obdarzaniu innych swoim zaufaniem. Są wolontariusze,osoby, z którymi bez wahania poszłaby na koniec świata, ale czasem zdarza się, że z kimś obcym, pewnie spaceruje tylko do głównej bramy schroniska i dalej ma opory, próbując wymusić powrót do kojca. Jakby się bała, że nieznajomy towarzysz, nie będzie umiał zapewnić jej bezpieczeństwa poza bramą. Gdy już jednak komuś zaufa, pozwoli mu dosłownie na wszystko. Na każdy zabieg pielęgnacyjny, na każdą pieszczotę, zabawę,wygłupy.

I o te wygłupy dla Molci między innymi zabiegamy. Jej przyszły opiekun musi mieć czas,na wspólną z nią zabawę, na codzienne spacery i aktywność fizyczną. Grubą kreskąoddzielamy przeszłość Molly. Teraz szukamy dla niej opiekuna, który nie zrobi z niejniewolnicy, żywego alarmu, czy jednego z elementów obejścia, ale takiego, dla któregostanie się ona członkiem rodziny, prawdziwą przyjaciółką. Będzie dla niego ważna i będzieją mądrze kochał.Kontakt w sprawie adopcji: Ola (tel. 724 135 335), Magdalena (tel. 665 443 926)

Tekst, zdjęcia: stowarzyszenie Psi-jaciel

Zamiast więc karać psiaki za takie zachowania, za gryzienie kapci, pogoń za ptakami itp.,postarajmy się po pierwsze zrozumieć skąd te zachowania się biorą, dlaczego pies tak robi,po drugie pomóżmy psu zaspokoić jego naturalne potrzeby, chociażby poprzez różneaktywności. Tylko w ten sposób, możemy wejść w psi świat i zbudować super relacjepomiędzy nim, a nami.Mamy nadzieję, że Molly oczaruje kogoś, kto będzie chciał ją zrozumieć i pokocha równiemocno, jak ona umie kochać. Bo poza tym, że w Molly bardzo głęboko zakorzeniony jestinstynkt łowiecki, to równie mocno kocha człowieka, pomimo wszystko. Nieco mniej kochaprzedstawicieli swojego gatunku, ale nie wykluczone, że przy odpowiednim wprowadzeniu,cierpliwości i świadomości opiekuna, zaakceptowałaby także drugiego pieska. Wszakmieszka teraz w kojcu z kolegą Ramim i to raczej on tam rozdaje karty.Molcia miała trudne początki w schronisku. Zdezorientowana zmianą miejsca, otoczenia,nagle pozbawiona łańcucha, zamknięta w kojcu, wokół zamiast kur mnóstwo innychpiesków i nowi ludzie. To wszystko bardzo ją przytłoczyło. Dodatkowo brak szczepieńskutkował w schronisku zarażeniem wirusem parwowirozy. Na całe szczęście Molly byłajuż dojrzałą, dobrze odżywioną, dużą sunią, co pomogło jej pokonać paskudztwo dzielnie idość szybko.Nigdy jednak, w najtrudniejszych nawet dla niej momentach, Molly nie wykazała agresji wstosunku do człowieka. Owszem, na początku nie była zbyt ufna i trzeba było sobie na jejzaufanie zapracować, zasłużyć, ale dość szybko pozwoliła zbliżyć się do siebie. A dziśuroczo wita każdego w schronisku wyciągając przez kraty kojca łapkę i zabawnie proszącnią o podanie dłoni, zwyczajne przywitanie się z nią. Nikt tego nie odważy się zignorować,chyba, że ktoś, kto zamiast serca ma głaz. Molcia ma przy tym tak przeszywającespojrzenie, że obojętne przejście obok jej boksu nie wchodzi w grę, absolutnie.Mimo że przez 4 lata żyła na łańcuchu i później w trakcie 3-letniego pobytu w schroniskunie miała codziennych spacerów, to Molly dość dobrze opanowała sztukę chodzenia nasmyczy. Oczywiście do marszu przy nodze towarzysza jeszcze daleko i przy wymijaniuziomali nie może opanować swoich emocji, ale spacer z tą uroczą „dziewczyną” nie jestudręką i może być nawet przyjemnością.Nadal sunia jest jednak ostrożna w obdarzaniu innych swoim zaufaniem. Są wolontariusze,osoby, z którymi bez wahania poszłaby na koniec świata, ale czasem zdarza się, że z kimśobcym, pewnie spaceruje tylko do głównej bramy schroniska i dalej ma opory, próbującwymusić powrót do kojca. Jakby się bała, że nieznajomy towarzysz, nie będzie umiałzapewnić jej bezpieczeństwa poza bramą. Gdy już jednak komuś zaufa, pozwoli mudosłownie na wszystko. Na każdy zabieg pielęgnacyjny, na każdą pieszczotę, zabawę,wygłupy.