#ZAADOPTUJ PSA ZE SCHRONISKA #3 MAX

0
35

Dzięki współpracy ze stowarzyszeniem Psi-Jaciel, co tydzień na naszym portalu będzie można przeczytać i zobaczyć jednego psa z wrzesińskiego schroniska, który czeka na adopcję. Dziś przedstawiamy Maxa i jego sen o miłości, przyjaźni i rodzinie…

„Opowiem Wam jaki miałem dziś sen…

– Maxymilianie, czas na poranny spacer. – Usłyszałem miły i życzliwy głos. Czy powinienem go znać? Czy ta pani do mnie to mówi? Potem poczułem na sobie jej ciepłą dłoń, która przesuwała się po mnie czule od głowy po cały grzbiet, aż do ogona i znowu zabrzmiał ten głos: – Wstawaj leniuszku, już siódma. Ominie cię piękny czerwcowy poranek. Nagle zacząłem się zastanawiać, dlaczego nie uwiera mnie nic w łapki? Dlaczego nie czuję pod sobą zimnych, wilgotnych desek budy? Bałem się otworzyć oczy, ale ciekawość była silniejsza. I nagle zobaczyłem nad sobą uśmiechniętą, delikatną twarz. Pani kucała obok, a jej piękne, zielone oczy wpatrywały się we mnie, z taką troską i sympatią, jakbym był dla niej najważniejszy na świecie. Jej długie ciemne włosy opadały na ramiona, a gdy pochylała się nade mną, by zapiąć mi czerwoną obróżkę, łaskotały mnie po nosie. Miały taki piękny, świeży zapach. Kichnąłem, a ona zaśmiała się głośno i powiedziała:– Na zdrówko, Maxinku!Wstałem na równe łapki i wtedy zorientowałem się, że pode mną nie ma nieprzyjemnej betonowej posadzki kojca, ale mięciutki polarowy kocyk w kolorze mięty. Pod kocykiem zaś, kremowe,pikowane legowisko w zielone psie łapki.

Czy to możliwe, by to było moje posłanie? Piękna pani, chyba zrozumiała, że jestem zaskoczony, więc przypinając mi smycz, powiedziała:– Max, jesteś z nami już prawie miesiąc. Wielki czas, byś przestał się obawiać. Zostaniesz z nami już na zawsze. Nikomu cię nie oddamy. Jesteś dla nas bardzo ważny i bardzo, bardzo Cię kochamy.Wtedy do mnie dotarło. Zacząłem biegać wokół niej jak oszalały, skacząc próbowałem polizać jej policzki. No jasne! Przecież to moja pani Emilka, ta sama, która miesiąc temu płakała, przy schroniskowym kojcu, w którym mieszkałem. Wtedy nie miałem pojęcia dlaczego, ale pokochałem ją od razu. Potem słyszałem, gdy opowiadała swojemu mężowi, panu Pawłowi, że miałem taki smutek w oczach, że nie mogła powstrzymać łez. To prawda, byłem smutny.

Parę tygodni wcześniej mój towarzysz Marianek znalazł swoje miejsce na ziemi i rodzinę, której stał się częścią. Tęskniłem za nim ogromnie, ale nie chciałem by wracał, bo wiedziałem, że jest szczęśliwy. Marzyłem tylko,by i do mnie los się uśmiechnął.Podczas spaceru z moją panią chłonąłem każdy zapach, każdy widok. Oczywiście drzewka i krzaczki po drodze zaznaczyłem, by każdy inny piesek wiedział, że ja tu zamieszkałem. Niespecjalnie lubię, gdy w pobliżu kręci się zbyt dużo piesków. Chcę mieć swoja panią tylko dla siebie,więc obszczekam każdego, by wiedział, że jest moja. Pani mnie za to nie pochwala, więc może faktycznie przestanę.Od rana nie zależy mi na długim spacerku, a i mojej pani się spieszy. Ona pędzi do pracy i zaprowadza syna Jasia do szkoły, a na mnie czeka czysta, aż lśniąca miseczka, wypełniona moją ulubioną karmą. No i oczywiście codzienne przytulaski z Jasiem. Zawsze mnie nimi uraczy przed wyjściem do szkoły. Jasiu ma 11 lat i mówi, że jestem jego najlepszym przyjacielem. Ja sam lepszego nie mógłbym sobie wymarzyć. On dobrze o tym wie, bo okazuję mu swoje przywiązanie na każdym kroku.

Gdy wraca ze szkoły, nie mogę przestać się cieszyć, a on rzuca plecak, klęka przy mnie i tuli do siebie, wciąż powtarzając:–Mój Maxiu, mój ukochany Maxiu. Potem obaj czekamy na powrót do domu pani Emilki i witamy ją w drzwiach. Jasiu słowami:–Co kupiłaś dobrego?A ja nie odstępuję jej na krok. Wiem, że nie mogę skakać, bo ma ręce zajęte pełnymi siatkami i dopiero, gdy rozpakuje sprawunki, przywita się nie tylko z Jasiem, całując go w czółko i pytając jak minął dzień w szkole, ale przykucnie też przy mnie, podrapie za uszkiem i zapyta:– Byłeś grzeczny Maxymilianie? Kupiłam ci twoje ulubione żwaczki. Dostaję jednego do pogryzienia, a pani szykuje obiad.Później idziemy we troje na długi spacer. Pan Paweł rzadko nam towarzyszy, bo praca mu na to nie pozwala, ale w weekendy przyłącza się do nas.

Uwielbiam te popołudniowe spacery i zabawy z Jaśkiem. Gdy wracamy do domu, wyrzuciwszy z siebie nadmiar energii, marzę tylko o odpoczynku jak najbliżej swojej rodziny. Kładę się przy biurku Jasia, gdy ten odrabia lekcje i tylko czasem trącę go noskiem, prosząc o pieszczoty. Jestem przy Jaśku, aż do momentu, gdy nie położy się spać.Wieczory spędzam u stóp swojej pani. Ona ogląda telewizję, albo czyta książkę, a ja leżę przed nią,nie spuszczając jej z oczu. Gdyby ona wiedziała, jak jestem jej wdzięczny, jak bardzo jej dziękuję i jak mocno ją kocham. Nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić i jeśli będzie trzeba oddam za nią życie.Przed snem jeszcze raz idziemy razem na krótki spacer. Tylko we dwoje: ja i moja pani.Nadchodzi noc. Wracam do swojego legowiska. Pan Paweł nie lubi, gdy próbuję wejść na łóżko Jasia, czy moich państwa. Ja już to wiem i dlatego sam kładę się na swoim miejscu. Wiem też, że zanim zasnę, moja pani i tak do mnie zajrzy, podziękuje za miły dzień i życzy słodkich snów.Pocałuje w nosek, przytuli i odejdzie. Zasypiam marząc o kolejnym dniu ze swoją rodziną.

Następnego ranka budzę się i… Nie ma mojej pani Emilki, nie ma Jasia i miętowego kocyka.Słyszę tylko, jak ktoś szura łopatą po posadzce kojca, czuję mało przyjemny zapach i słyszę jak obok kolega Bolt gryzie i rzuca metalowym wiadrem po kojcu. Nie mogę wstać. Moje łapki ścierpły w twardej, wilgotnej budzie. Nie chcę wstać! Chcę znowu zasnąć i śnić. Śnić bez przerwy,nie budząc się z mojego snu.”

Max nie miał dotąd szczęścia. Trafił do schroniska w lipcu 2015 roku. Potem dwukrotnie został adoptowany przez nieodpowiedzialnych ludzi. Po raz pierwszy po tygodniu wrócił z adopcji, gdyż bezustannie uciekał z kojca. Max jest bardzo towarzyskim pieskiem, który szuka bliskości człowieka. Domaga się jego dotyku, czułości. Nic więc dziwnego, że cierpiał w kojcu i próbował za wszelką cenę dostać się do domu swojej rodziny.Z drugą adopcją wiązaliśmy ogromne nadzieję. Niestety brak wyobraźni człowieka sprawił, że piesek po kilku dniach znowu do nas wrócił. Pozostawiony sam w mieszkaniu, rozprawił się z myszoskoczkami. Nie mogliśmy uwierzyć w lekkomyślność adoptujących. Za nią niestety ukarany został Max.

Niedawno towarzysz Maxa z kojca znalazł swojego człowieka. Od tej pory piesek bardzo posmutniał, choć widok kogoś zbliżającego się do niego ze smyczą, za każdym razem budzi w nim na nowo nadzieję. To zadziwiające, że piesek, którego człowiek zawiódł wielokrotnie, wciąż kocha ludzi i z ogromną miłością w oczach na nich patrzy.Marzymy o wspaniałej rodzinie dla niego. To przepiękny piesek, który potrzebuje dużo czułości, alei konsekwencji. Nie jest duży, więc prawdopodobnie świetnie odnajdzie się też w mieszkaniu.Zalecamy jednak, by w rodzinie nie było innych zwierząt.Kontakt w sprawie adopcji: Ola (tel. 724 135 335), Ania (tel. 696 094 935).

Tekst, zdjęcia: Stowarzyszenie Psi-jaciel