#ZAADOPTUJ PSA ZE SCHRONISKA #4 STAŚ

0
18

Dzięki współpracy ze stowarzyszeniem Psi-Jaciel, co tydzień na naszym portalu będzie można przeczytać i zobaczyć jednego psa z wrzesińskiego schroniska, który czeka na adopcję. Dziś przestawiamy Stasia – wyrzuconej z samochodu kruszynki w typie pinczerka miniaturowego.

Gdyby spróbować umiejscowić Stasia w jednej z epok literackich, to zdecydowanie byłby on bohaterem romantyzmu. Jego wrażliwość, często wręcz przewrażliwienie, nadaje jego i tak już skromnemu, delikatnemu, bo ok. 6-kilogramowemu ciałku, wyjątkowej kruchości. I choć fizycznie bardzo przypomina pinczerka miniaturowego, to usposobieniem bliżej mu do “cierpiącego za miliony” mickiewiczowskiego Konrada, niźli do pieska tej rasy, często uważanego za “małego terrorystę”.

Zastanawiamy się skąd ta jego kruchość, często wzmacniana lękliwością. Czy Staś to po prostu taki “egzemplarz”, czy miał niełatwe życie? A może w ostatnim okresie przeżył zdarzenia, które pozostawiły blizny na jego psychice? Mamy nadzieję, że maluszek po prostu z natury jest bojaźliwy, choć rozum skłania nas ku przypuszczeniom, że spotkał się w życiu z przemocą. Staś bowiem kuli się ze strachu w określonych sytuacjach, np.: zawsze, przy zapinaniu i odpinaniu szelek, czy smyczy. Ale jego lękliwość, może być też skutkiem wyjątkowo okrutnego porzucenia, jeśli w ogóle jakiekolwiek porzucenie może nie być okrutne. Został bowiem zauważony, przez parę młodych ludzi, gdy na ruchliwej ulicy, pędził co tchu za samochodem marki citroen, próbując za wszelką cenę go dogonić. Kierujący pojazdem zaś – zdaniem świadków zdarzenia – robił wszystko, by pościg zakończył się niepowodzeniem. Z ogromną prędkością uciekał przed Stasiem, po czym skręcił w poboczną uliczkę kontynuując ucieczkę. Maleńki, nie młody już, bo prawdopodobnie ok. 6-7 letni piesek, nie miał żadnych szans w pościgu.

Świadkowie zdarzenia stanęli przed dylematem; rzucić się w pogoń za uciekającym autem, czy ratować maluszka, który “stał o włos” od utraty życia, jak w amoku, prawie już bez tchu biegając pomiędzy pędzącymi autami. Ola i Adam wybrali więc ratunek dla Stasia. Wstrzymali ruch uliczny by złapać bezpiecznie maluszka. Udało się, choć nie było łatwo. Przerażony piesek, przy próbie schwytania go, kąsał Adama po rękach. Na miejscu pojawiła się też policja lecz mimo przedstawienia sytuacji, nie podjęto niestety żadnych kroków w celu choćby ustalenia personaliów uciekającego kierowcy i wyjaśnienia przyczyn jego postępowania. Wybawcy Stasia na własną rękę więc, rozpytywali przechodniów czy rozpoznają pieska, czy zapisali może choć nr tablic rejestracyjnych, a może widzieli zdarzenie i znają kierowcę.

Niestety wszystko na nic. Cóż było robić? Zabrali więc kruszynkę ze sobą. A ponieważ sami mają sunię, przywieźli Stasia do wrzesińskiego bidula. I tu nastąpił ciąg dalszy tragedii tego maluszka. To był czwartek 28 maja br. Zamknięty w kojcu maleńki Staś, wśród 60 ujadających, dużo większych od niego piesków, trząsł się jak osika. Nie jadł, nie załatwiał swoich potrzeb fizjologicznych. Wyprowadzony z kojca na spacer, stał jak sparaliżowany. Próbował przegryźć smycz i uwolnić się od niej. Gdy tylko przykucaliśmy przy nim, natychmiast wchodził nam na kolana i nie pozwalał się z nich “zepchnąć.” Mieliśmy wrażenie, że powolutku pęka mu serduszko.

I tak przez dwie doby, aż do sobotniego wolontariatu. Nie mogliśmy pozwolić, by serce pękło mu z tęsknoty, strachu, czy rozpaczy. Trzeba było przerwać jego schroniskową gehennę. Tak więc po dwóch dniach trafił do domu tymczasowego prowadzonego przez wolontariuszki Olę i Magdę. Ale los Stasia, spędzał sen z powiek także jego wybawcom, Oli i Adamowi, którzy postanowili maluszkowi dać dom, wstępnie tymczasowy, a docelowo stały. Wypełnili więc szybciutko ankietę, spotkaliśmy się z nimi na wizycie przedadopcyjnej i tak oto Staś od niedzieli ostatniego dnia maja- jak sądziliśmy wówczas – miał nowy super domek.

Dostał nowe imię Lucky i wszyscy cieszyliśmy się, że tak szybciutko będzie mógł poczuć się bezpiecznie. Niestety po tygodniu otrzymaliśmy telefon, że maluszek – raczej już nie lucky – nie będzie jednak mógł zostać u Oli i Adama. Ich sunia w ogóle go nie zaakceptowała, była zwyczajnie o niego zazdrosna. I w ten oto sposób Staś powrócił do domu tymczasowego Oli i Magdy. Był strasznie rozbity tą całą huśtawką. Dziś, po miesiącu w miarę ustabilizowanej sytuacji, Stasio stał się zupełnie innym pieskiem. Oczywiście nadal nie jest “małym pinczerkiem terrorystą” i nadal tkwi w nim dusza romantyka, ale nie snuje się już jak cień psa, a na spacerkach kroczy dumnie z podniesionym ku górze ogonkiem.

Właściwie trudno o większą przylepkę. Stasio nie opuszcza opiekuna na krok, jakby bał się utraty kolejnego. Lgnie do każdego przechodnia na ulicy. Bez względu na to, czy to kobieta, czy mężczyzna, dorosły, czy dziecko. Przez cały pobyt w domu tymczasowym, nigdy, ale to przenigdy nie wykazał choćby namiastki agresji wobec człowieka, czy jakiegokolwiek innego stworzenia. Żyje w wielkiej symbiozie z rezydentami DT, dwoma dziadkami owczarkami i dwiema młodszymi, małymi suczkami. Wprawdzie nie jest typem kumpla od wygłupów i nie odpowiada na zaczepki najmłodszej Szprotki do zabawy, ale za to chętnie się do niej, czy innego pieska przytuli we śnie. Napotkane na ulicy psiaki, wita równie przyjaźnie jak te już jemu znajome.

Jest już dojrzałym pieskiem, bo zdaniem weterynarza ma ok. 6-7 lat. Nie niszczy w domu, nie brudzi. W DT zostaje sam z psimi przyjaciółmi przez 9 godzin i nigdy opiekunkom nie zostawił żadnej “niespodzianki.” Nie ma z nim zupełnie żadnych problemów. Nadal kuli się przy zakładaniu szelek i przypinaniu smyczy, ale już zdecydowanie mniej. Bardzo chętnie wychodzi na spacery i bardzo ładnie chodzi na smyczy, ale jest bardzo delikatny i dlatego przechadzki podczas deszczu nie specjalnie lubi, podobnie jak przedzierania się przez wysokie trawy. To mały “paniczyk” i pod łapkami lubi czuć pewny, suchy grunt bez wyboistych dróg.

Stasio jest po podstawowych badaniach. Wyniki morfologii, biochemii, nie wykazały niczego niepokojącego. Natomiast USG pokazało, że chłopak ma już spory przerost prostaty i powinien jak najszybciej zostać poddany zabiegowi kastracji. Taki zabieg miał się odbyć 26 czerwca, ale poszerzone badania przedoperacyjne niestety wykazały, że u Stasia istnieje duże prawdopodobieństwo anaplazmozy, czyli choroby odkleszczowej. Próbka krwi maluszka wysłana została do kliniki we Wrocławiu, ale leczenie antybiotykiem zostało włączone od razu. Stasiu czuje się już zdecydowanie coraz lepiej i niedługo zakończy leczenie, po którym dopiero zostanie wykastrowany.

Poza tym Stasio jest w świetnej kondycji. Niemniej jednak z uwagi na jego delikatność, bardzo spokojne usposobienie i duszę romantyka, szukamy dla niego domku bez małych, żywiołowych dzieci. Chłopak będzie czuł się nieswojo wśród zgiełku. To piesek dla kogoś, kto będzie spędzał z nim nastrojowe wieczory, u kogo bez problemu będzie mógł zasnąć na kolankach, do kogo będzie mógł się przytulić w nocy. Szukamy dla Stasia opiekunów, którym będzie mógł zawsze towarzyszyć, podczas wyjazdów na wakacje, ferie, w gościnę. Stach bardzo tęskni za towarzystwem, potrzebuje bliskości, ciepła, miłości. Samotność, odrzucenie tego pieska zabije.

Kontakt w sprawie adopcji: Ola (tel. 724 135 335), Magda (tel. 665 443 926)

Źródło, zdjęcia: Stowarzyszenie Psi-jaciel